Najnowsze wpisy

  • Pikantne potrawy jako źródło euforii

    Pikantne potrawy jako źródło euforii

    W sezonie jesienno-zimowym chętniej sięgamy po rozgrzewające potrawy, a prym wśród nich wiodą dania pikantne. Takie ostre jedzenie nie wszystkim służy, ale jeśli tylko je lubisz i nie masz innych przeciwwskazań to korzystaj z dobrodziejstw, jakie ze sobą niesie. Substancje odpowiadające za ostrość mają wiele właściwości prozdrowotnych – według naukowców zapewniają długowieczność, pobudzają metabolizm i […]Czytaj więcej »
  • Przepis na szczęście

    Przepis na szczęście

    Czy istnieje przepis na szczęście? Nad tym pytaniem zastanawiają się filozofowie od starożytności. Stoicy widzieli szczęście w umiarze, epikurejczycy w przyjemności, cynicy w cnocie. W dzisiejszym świecie pytanie o źródło szczęścia wydaje się jeszcze bardziej aktualne. Światowej sławy socjolog Zygmunt Bauman zauważył, że współczesnemu człowiekowi niejako wmówiono, że dzięki większej konsumpcji stanie się szczęśliwszy. Dziś […]Czytaj więcej »

Nasi słowiańscy prapradziadkowie byli nieco sceptyczni, jeśli chodzi o warzywa. W pierwszej polskiej książce kulinarnej z XVII w. za potrawy „zdrowe” uznaje się te wysokokaloryczne. W konsekwencji warzywa nie pochłaniają uwagi autora, zwłaszcza te surowe. Jeszcze 100 lat temu szkorbut, powodowany niedoborem witaminy C, zbierał śmiertelne żniwo wśród marynarzy. Ratunkiem na tę nieprzyjemną chorobę okazało się być zaledwie 10 mg witaminy C! (podczas gdy w garści czerwonych porzeczek mamy jej około 100 mg).

W dzisiejszych czasach świadomy, miejski człowiek chętnie debatuje o zdrowym żywieniu w windzie czy klubie fitness, potrafi spędzać godziny na przemierzaniu galerii handlowych w poszukiwaniu wodorostów, boliwijskich kasz lub tybetańskich jagód – wszystko po to, by zapewnić sobie zdrowie i spokój ducha. To podobnie jak 3 miliony lat temu, gdy żyliśmy na drzewach i całe dnie upływały nam na żerowaniu…

Tymczasem w gabinecie lekarskim pacjent jest zaskoczony, gdy słyszy diagnozę, że jego złe samopoczucie i zmęczenie mogą być wynikiem nieprawidłowej diety, braku aktywności fizycznej i używek. Zdaniem pacjenta to żadna diagnoza. W końcu radę, żeby zdrowo się odżywiać i ruszać, można przeczytać wszędzie, a już na pewno nie można jej potraktować równie poważnie, jak wypisanej i opieczętowanej recepty na lekarstwa. Wielu lekarzy przystępuje wtedy do straszenia pacjenta. Często nawet z dużymi sukcesami, szczególnie wtedy, gdy chory pozostaje w zasięgu ich wzroku. Ja jednak postaram się przekonać w kolejnych artykułach do innego podejścia – warto zwracać uwagę na to, jak żyjemy, a w szczególności, w jaki sposób się odżywiamy, aby do tej wizyty w ogóle nie musiało dojść.

Według WHO warzywa i owoce powinniśmy spożywać pięć razy dziennie lub w ilości przynajmniej 400 gramów na dobę, a według Instytutu Żywności i Żywienia po prostu jak najczęściej – tak, aby stanowiły minimum połowę każdego posiłku. Jedzmy je pod każdą postacią! Najlepiej surowe lub gotowane na parze. Spożycie warzyw powinno przeważać nad owocami w proporcji co najmniej 3:1.

Bez rygorystycznych zakazów, za to stawiając na urozmaicony jadłospis – to gwarancja, że nasza dieta będzie bogata we wszystkie potrzebne nam składniki. Celem jest lepsze samopoczucie i kondycja, promienna cera, szczupła sylwetka, parę złotych zaoszczędzonych na suplementach diety i uniknięcie wizyt u lekarza. Warzywa, po które warto sięgnąć w marcu, to m.in. brukselka, seler czy roszponka. Jabłka i gruszki zapewne obronią się same, więc tylko przypomnę, że są doskonałą opcją na drugie śniadanie. Zachęcam do śmiałych kulinarnych popisów i dzielenia się dobrymi pomysłami.